|
|
![]() |
|
|
informacje
dokumenty
biura ZR
|
Zło, czy zło konieczne? – Poziom zastraszenia ludzi zatrudnianych przez agencje pracy tymczasowej jest ogromny, jeszcze się z czymś takim nie zetknęliśmy. Idea, która miała być uzupełnieniem zatrudnienia na etacie, może stać się patologią – mówi Dariusz Kucharski, autor raportu „Praca tymczasowa z perspektywy związkowców”, w rozmowie z Maciejem Chudkiewiczem.
– Jest Pan autorem raportu „Praca tymczasowa z perspektywy związkowców”. Co wynika z rozmów, które Pan przeprowadził z liderami organizacji związkowych?
– Generalnie nasi liderzy związkowi widzą zatrudnienia tymczasowe jako zło, choć czasem jako zło konieczne. Wychodzą z założenia, że ludzie nie mają stałej pracy, więc trzeba to jakoś tolerować. Pojawiają się w zakładach pracownicy drugiej kategorii. Oni przecież nie są pracownikami firmy, w której pracują. Są zatrudnieni u pośrednika, który ich leasinguje, mówiąc brutalnie. Bardzo często są traktowani gorzej niż etatowcy, chociaż pracują na takich samych stanowiskach i wykonują te same czynności. Można więc mówić o pewnej konkurencji wewnętrznej.
– Gdzie dwóch się kłóci tam trzeci korzysta?
– Dziś pracodawcom coraz bardziej opłaca się zatrudniać pracowników tymczasowych. To wszystko, co jest materią działania związków zawodowych, w odniesieniu do tej grupy zostaje zakwestionowane. Bo jeśli to w ogóle nie są pracownicy, gdyż są zatrudnieni przez leasingodawcę na umowie cywilnoprawnej, to kodeks pracy nie ma zastosowania. Tak samo nie można przeprowadzić w zakładzie kontroli Państwowej Inspekcji Pracy, bo to nie jest ich materia.
– W raporcie cytuje Pan jednego ze związkowców, który mówi, że PIP odmawia kontroli, bo to są umowy cywilnoprawne „a inspektor Państwowej Inspekcji Pracy twierdzi, że umowy-zlecenia go nie interesują, bo nie ma ich w kodeksie pracy”.
– No właśnie, takie rzeczy się zdarzają. Bywają i takie sytuacje, gdy ktoś pracuje na etacie 8 godzin, po czym nie zmieniając nawet stanowiska pracy, ponieważ jest też na umowie-zleceniu w agencji pracy tymczasowej, pracuje dalej. To podważa wszystkie ustalenia, wszelkie umowy społeczne. Póki co większość działaczy związkowych nie postrzega tego jako totalne zagrożenie, raczej widzą problem w dalszej perspektywie. Do agencji pracy tymczasowej trafiają ludzie, którzy są najczęściej z pokolenia ich dzieci. Którzy nie zdają sobie sprawy, że ta tymczasowość pracy jest tylko z nazwy. To są pracownicy, którzy już nigdy mogą nie być przyjęci na etat.
– Dlaczego?
– Bo pracodawcy wychodzą z założenia: jeżeli godzisz się na takie traktowanie, na pracę bez żadnej ochrony, jeżeli bardzo nisko się cenisz – to tak pracuj. Już tam zostań. Pracownicy, którzy złożą swoje CV u tego pracodawcy mają małe szanse na przyjęcie na normalny etat.
– Ale liderzy związkowi próbują jakoś działać?
– Jeden z przewodniczących z branży
motoryzacyjnej, ceniony, traktowany jako partner, jest pełnoprawną
stroną w rozmowach na temat warunków pracy, liczby pracowników itd.
Postawił ostre warunki – pracownicy tymczasowi mają się nie
wyróżniać, muszą być ubrani w firmowe ciuchy. To jest duża
korporacja, znana na świecie. Mowy nie ma o jakimkolwiek
szykanowaniu.
– Idea pracy tymczasowej się rozmyła?
– Dziś nikt jej nie traktuje poważnie. Nikt o pracy tymczasowej nie myśli jako o przedsionku pracy stałej. Teoretycznie idea jest taka: człowiek sprawdza, czy określona praca mu odpowiada zawodowo, psychicznie i fizycznie, dostosowuje do niej swoje kwalifikacje i kompetencje, a pracodawca ocenia, czy to jest ta osoba. Teraz jest ogromny rezerwuar pracowników tymczasowych i nikt nie myśli o tym, żeby im podnosić standard zatrudnienia.
– Jeden z cytowanych przez Pana liderów związkowych, z amerykańskiej firmy motoryzacyjnej, mówi, że w Polsce, w przeciwieństwie do państw starej Unii nadużywa się leasingu pracowników. Czy takie opinie się powtarzały?
– Tak. Chociaż trzeba pamiętać, że zatrudnianie pracowników tymczasowych jest częścią pewnej kultury organizacyjnej w Ameryce, w ogóle doktryny międzynarodowych korporacji. Kiedy wchodzi taki koncern, to wiadomo, że część załogi będzie zatrudniał na zasadzie tymczasowej. W USA to jest standard. Oni przodują w skali świata w odsetku pracowników tymczasowych. Ale tam jest słabsza pozycja związków zawodowych i zupełnie inne tradycje socjalne. Z drugiej strony to często zaprzecza oficjalnej polityce koncernu, który powinien inwestować w pracowników. Związkowcy często wiedzą, ze źródeł nieoficjalnych, że menedżerowie tych firm w Polsce nie chcą zatrudniać pracowników tymczasowych, ale są zmuszani przez właścicieli. Po prostu mają jakieś normy do wyrobienia.
– A jak to wygląda w innych branżach?
– W handlu wielkopowierzchniowym, w hipermarketach, supermarketach itp. jest teraz presja na zwiększanie liczby zatrudnionych pracowników tymczasowych. Jeden z przewodniczących powiedział mi, że ok. 50 proc. zatrudnionych w markecie to pracownicy tymczasowi. I to niezależnie od tego, czy to jest okres wzmożonych przedświątecznych zakupów, czy nie. Jeśli bez pracy będzie więcej ludzi z kwalifikacjami, np. piekarzy, to wtedy także oni trafią do agencji pracy tymczasowej, która wynajmie ich marketom. W ten sposób zatrudnienie pracowników tymczasowych w handlu dojdzie gdzieś tak do 80–90 proc. Wiemy, że coraz więcej ludzi podpisuje z agencjami umowy- -zlecenia czy o dzieło. Tu się pojawia problem z inspekcją pracy i członkostwem w związkach zawodowych. Oficjalnie to nie jest praca. Istnieją co prawda pewne kruczki prawne, które mogłyby spowodować uznanie tego za pracę. Jest jednak problem woli politycznej. Rząd o przechyle liberalnym nie będzie inwestował w usztywnianie rynku pracy. Poza tym okazuje się, że Polska jest w ogonie, jeśli chodzi o liczbę pracowników tymczasowych. Już po publikacji raportu trafiłem na kolejne dane statystyczne, z których wynika, że w Polsce ten tryb pracy będzie się dynamicznie rozwijał aż osiągnie średnią europejską. Najważniejsze, byśmy tu w kraju nie budowali karykatury europejskiego modelu społecznego.
– Jeśli chodzi o umowy o pracę na czas określony to już jesteśmy liderem...
– Ale tu jest inna sytuacja, bo pracownik ma umowę z pracodawcą. A w leasingu pracowniczym nie ma żadnej umowy z faktycznym pracodawcą, tylko z pośrednikiem. W hucie np. nie ma bezpiecznych miejsc pracy. Działacz „S” w jednej z hut zauważył, że w zeszłym roku było kilka poważnych wypadków przy pracy, w których uczestniczyli pracownicy tymczasowi. Stwierdził, że ludzie z agencji pracy tymczasowej nie mają pojęcia o specyfice tej pracy. A huta na tym żeruje. Bo to nie są ich pracownicy, więc wypadki z ich udziałem nie obniżają im ogólnej statystyki. Kolejne zobowiązania przerzuca się na kogoś innego.
– Ludzie się boją?
– Są zastraszeni. Rozmawiałem ze związkowcem, członkiem Komisji Krajowej „S”. U niego w firmie związek udaje, że nie ma pracowników tymczasowych. I to na ich prośbę. Związkowcy próbowali interweniować u pracodawcy, ale sami zatrudnieni tymczasowo obawiali się, że zostaną zwolnieni. Z tego, co mówią ci wszyscy przewodniczący wyłania się pewien paradoks. Otóż kiedyś uważano, że odważny i asertywny pracownik to taki, który nie ma żadnych zobowiązań rodzinnych. A teraz ten stereotyp upada. To ci młodzi boją się stać i rozmawiać ze związkowcem, żeby broń Boże pracodawca tego nie zauważył. Ci, którzy mówią: „Jezu, mam żonę i dzieci”, stawiają się bardziej niż ci młodsi... A przecież trzydzieści lat temu to młodzi kawalerowie zakładali Solidarność, to była ta generacja. Starsi już mają jakieś doświadczenie ze związkami i negocjacjami i wiedzą, że tak łatwo się ich nie wyrzuci. Poziom zastraszenia ludzi z agencji jest ogromny, jeszcze się z czymś takim nie zetknęliśmy. Są skrajnie zastraszeni. Spodziewają się od razu najgorszego. Tam procedura zwolnienia nie istnieje. Pracodawca mówi po prostu: „proszę oddać rzeczy”. Nie podpisuje karty pracy. Dzwoni do agencji, żeby następnego dnia go nie przysyłano. Wielu ludzi mi mówiło, że to widziało. Więc to nie jest tylko zastraszanie, taka jest praktyka.
Przeprowadzone badanie jakościowe stanowi etap projektu „Baltic Sea Labour Network (BSLN) A European Model for Improvement of Interregional Labour Policy” współfinansowanego ze środków UE, realizowanego na zlecenie Komisji Krajowej NSZZ Solidarność przez Ośrodek Prac Społeczno-Zawodowych NSZZ Solidarność w Łodzi.
Tygodnik Solidarność, nr 5/2012
|
|